sobota, 22 marca 2014

Jak to świat zwiedzamy.

Wiecie jak wygląda śpiąca żyrafa? 
W takim razie wiecie jak wyglądam ja. Coś w środku mi mówi, że jednak trochę zaniedbałam bloga ;).
20 minut snu na dobę. Na stojąco, na leżąco - kto co lubi. Mój idol.

À propos śpiących żyraf - mieszkają w Afryce, gdzieś na drugim końcu świata (pomijając oczywiście ZOO ;)). Od pewnego czasu, a dokładnie odkąd nie jest mi dane widywać moich znajomych w szkole, czuję potrzebę udania się na drugi koniec świata. Wyśmiejcie mnie, ale ostatnio tym miejscem był BYTOM.
Skromną ekipą wybraliśmy się do kina.
Przychodzimy na przystanek. O 10:07 miał odjechać nasz autobus. Dziewczyny rozsądnie i z głową miały już zakupione wcześniej bilety. Chłopcy ich nie mieli, więc grzecznie udali się do pobliskiego kiosku.
Autobus odjeżdża, my siedzimy, a oni.. Z niemałym zdziwieniem patrzą na to, jak właśnie jedyny środek transportu macha im na "do widzenia" swoim zderzakiem. No cóż, nie można mieć wszytskiego.
Kiedy już w komplecie spotkaliśmy się na dworcu autobusowym w Tarnowskich Górach natychmiast udaliśmy się na wyznaczone stanowisko. Tak tylko, żeby znowu nie zapomnieć o istnieniu takiego słowa jak PUNKTUALNOŚĆ i jego powszechnego (bądź mniej..) zastosowania w życiu. 
Po wejściu do Agory całkiem szybko znaleźliśmy kino. Wybraliśmy miejsca i film - 300: Początek Imperium. Wszystko pięknie. Do seansu zostało tylko 2,5 godziny. 
Co robimy? To chyba zbyt oczywiste. Idziemy na zakupy. Ja jak to ja, mogę je zaliczyć do udanych ;). Upolowałam portfel. Część mnie, która odpowiada za zachcianki została zaspokojona. 
Według mnie film był całkiem dobry, aczkolwiek oczekiwałam od niego więcej. Nie mogłam znieść widoku krwi. Była mało realistyczna. Film jest o wojnie, więc to na nią głównie zwracamy uwagę. Nad tym powinni popracować. W skali od 1-10 oceniłabym go na 7,5.
Wychodzimy na zewnątrz powolnym krokiem. Śmiejemy się, rozmawiamy. Pogoda się poprawiła. Właśnie o tym pomyślałam: jest kapitalnie.
OHO, WYKRAKAŁAM.
Na przystanku dopadł nas grad i silny wiatr. Wtedy dopiero zrozumiałam, co miało znaczyć babcine "Zjedz, bo cię wiatr zdmuchnie". 
Wcale nie byłam chora, wcale ;).


P.S. Pozdrawiam Zuzię, Anię, Monikę, Piotrka, Radka i Andrzeja, którzy marzyli, żeby się tu znaleźć ;)). 

sobota, 1 marca 2014

Jedna tysięczna część internetu.

W trakcie pisania z moim Kolegą wyszło na jaw, że ma termin oddania pracy o bezpiecznym Internecie.
Temat wydaje się być oklepany (jeśli już tak nie jest). Ile razy zbieraliśmy się na auli, aby wysłuchać, jak niebezpiecznie jest ujawniać swoje dane, adres i inne? Rozumiem, można dziecku wytłumaczyć czy powtórzyć. Jeśli już starsze dziecko nie rozumie.. Przykro mi, selekcja naturalna.
Wszystko staje się ciekawsze, kiedy musisz to wytłumaczyć osobie starszej, która ma styczność tylko z Wordem.
Trudno zrozumieć naszym Rodzicom, na czym polega Facebook, Ask czy Tumblr. Moja Mama przyznała niechęć do tego z powodu braku czasu, złożenia i zbyt dużej ilości zdołowanych nastolatek. Zbytnio nie przejęła się moim pytaniem, a raczej je zlekceważyła.
W każdym razie, ciężko jest wypowiedzieć się na ten temat w sposób ciekawy.
Nie miałam styczności z Askiem, a w ramach pomocy postanowiłam to zmienić. Odpowiem na kilka pytań, hejtów*, polubię kilka odpowiedzi i napiszę, co o tym sądzę.
Wymyślenie nazwy zajęło mi dłużej niż robienie zadań z matematyki. Na prawdę – wszystko było zajęte. Już na początku czułam, że stoję na przegranej pozycji.
Na pierwszy rzut oka było nieźle. Tu przycisk zaloguj, tu odpowiedz.. Nie ma problemu, prosty wygląd ułatwi gimnazjalistom zabawę. Moja trwała dwa dni. Zaraz mi się znudziło.
Padały głupie pytania ile dzisiaj brałaś, co, jak, z kim, kiedy, dlaczego. Gdzie byliście, kiedy pisałam życiorys?  To doprowadzało mnie do szału. Rozumiem, że tu chodzi o pytania, ale umówmy się, że na poziomie. Chcecie wiedzieć z czego składa się dzisiaj moja kupa? Chyba jednak nie.
Po kilku dniach miałam nadzieję, że moja przygoda z tym serwisem się skończy. Stwierdziłam, że nie będę siedzieć i czekać. Idę gdzieś w świat. Nie mam zamiaru siedzieć w domu.
W ciągu mijającego tygodnia byłam wszędzie o różnej porze. Nadrobiłam trochę życia, można powiedzieć.
I wtedy zaczęło się we mnie gotować.
Dostałam milion pytań w większości o tej samej treści, jak mogę być taka zła, że spotykam się z tyloma chłopakami . HALO, wyszłam gdzieś i zaraz mnie z kimś łączycie (w zabójczej ilości trzech osobników płci mniej urodziwej). Jak kto woli, macie prawo tak sądzić. Ja walczę zawsze o swoje zdanie, ze mną można się kłócić.
Podsumowując:
Jestem dość impulsywną i agresywną osobą, więc raczej ten portal nie jest przeznaczony na moje nerwy. Nie spodobał mi się, aczkolwiek jeśli ktoś miałby ochotę się w to bawić w konkretnym celu, a nie bezmyślnego odpowiadania, można coś z tego wycisnąć.

*hejt  (ang. hate - nienawidzieć) – negatywa uwaga o czymś lub o kimś.