Zbliża się koniec pierwszego semestru, a ja mam tu aż dwie notki. Trzy do klasyfikacji, nie? :D
Dzisiaj ukradnę Wam trochę czasu na opowieść o mijającym tygodniu ;).
Poniedziałek.. Jak może wyglądać poniedziałek w każdej szkole? No tak, horda skazańców z podkrążonymi oczami idących w stronę klas..
We wtorek zawsze zadaję sobie to samo pytanie: czy to już czwartek? Tak chce mi się spać.. Hr..Hr.. Tak, tak? Sprawdzian z chemii, czego chcieć więcej do szczęścia? Najlepsza rzecz w tym dniu to było całe 1,5 godziny drzemki.
W środę zbawienie: PIERWSZE DWIE GODZINY ODWOŁANE. Wstałam o 8:10, a nie o 6:10. Zaczyna mi się podobać.
Wchodzę do autobusu, zajmuję elegancko miejsce. Trzy minuty do odjazdu. Czy ja zrobiłam zadanie?.. No masz, wykrakałam. Jedyne 2 strony ćwiczeń i 20 zdań do tłumaczenia. Pani K. nas po prostu kocha!
Okej, coś tam mam. Opieram się zrelaksowana.. Prawie. Z przodu autobusu słychać krzyk: kobuch! Oho. Wzięłam w końcu legitymację? Dobra, mam. +20 do spokoju.
W szkole na plastyce malowaliśmy tuszem. Natchnęło mnie i w domu zaczęłam rysować. Na pewno jakaś praca zostanie tu opublikowana ;).
Czwaaartek! Patrząc na mój plan lekcji to już mam weekend. Znaczy, po lekcjach. Chemia, historia i te klimaty.. Wiecie ;). Za to na geografii znowu popłakałam się.. Ze śmiechu. Tak, ze śmiechu. Pani z geografii wymiata!
Piątek był najleepszy! Pomijając, że z domu wyszłam 15 minut później, a Mamę zastałam w samochodzie czerwoną ze złości. W również czerwonej czapce z białym bombelkiem oraz wielkim uśmiechem pomaszerowałam do szkoły. Czemu? Mikooołaj! Na pierwszej lekcji, czyli na wu-łe-fie (w końcu umiem to wypowiedzieć!) sala była pełna małych Mikołajów, tak jak w całej szkole. Na korytarzu odbył się kiermasz. Polecam się w takie dni nie gubić. Mnóstwo tak samo ubranych ludzi skupionych przy kilku stoiskach, jejku!
Po zakupie ciast i dekoracji poszliśmy na lekcję matematyki. Każdy dostał czekoladę. Nieźle.
Cały świąteczny nastrój zepsuła mi Pani z angielskiego. "To wy dzisiaj piszecie karkówkę? Wyciągamy karteczki!". Nie wątpię, że na niektórych czekały rózgi w domu.. ;) Godzina 12:30, więc godzina obiadu, a zarazem względnej wolności. 13 minut do odjazdu autobusu, dam radę. Wychodzę z szkoły. Mam chwilkę, dojdę na spokojnie. Byłam w szoku, kiedy zobaczyłam, że mój autobus właśnie odjeżdża. Świetnie. Może zdążę na następny.
W sobotę byłam w kinie i w odwiedzinach u rodziny. Nawet dobrze, chociaż o 23:00 zaczęłam spać na stojąco.
W niedzielę się działo.
Zostałam sama w domu.
Około 16:00 przyszła do mnie przyjaciółka. Po poruszeniu poważnych i mniej poważnych tematów zrobiliśmy się głodne. Zamówiliśmy pizzę i tak zaczęło nam odbijać. Turlanie się ze śmiechu i bekanie na cały dom (Chłopcy, dziewczyny TEŻ bekają!).. Reszta niech zostanie między nami ;).
Sąsiedzi chyba mają nas dość.
Jak minął Wasz tydzień?
niedziela, 8 grudnia 2013
Twórczość, Mikołaj i ataki niepohamowanego śmiechu: Mój tydzień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Moj tydzień taki sobie. Przyjaciółka mq focha, ale z pomocą drugiej przyjaciółki przeżyje :)
OdpowiedzUsuńPowiedz obrażonej przyjaciółce, że ja zaraz tam podejdę! ;)
UsuńZajebiście Ala ! Niesamowite jest to jak umiesz wspaniale opisywąć co sie dzieje ! SUPER!
OdpowiedzUsuńDzięki :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie piszesz :)
OdpowiedzUsuńJa miałam w poniedziałek sprawdzian z "ukochanej" biologii! Dziś poszłam do sklepu, a wydałam najwięcej kasy na zakupy, no cóż bywa...
Zapraszam Cię serdecznie na mojego bloga. Będę wdzięczna za wszelkie komentarze i obserwację, pozdrawiam.
http://klarexx.blogspot.com/
Dzisiaj tańczyłam na biologii w rytm młotka w remontowanej sali obok, już nic mnie nie zdziwi ;)
UsuńWpadnę ;)